Przestrzeń kosmiczna - mroźna, pusta, omiatana silnym promieniowaniem słonecznym i strumieniami naładowanych cząstek - wydaje się ostatnim miejscem, gdzie można szukać życia. Tymczasem w tych niegościnnych obszarach, daleko poza ziemską atmosferą, odkryto już ponad 120 związków organicznych. Większość składa się ledwie z kilku atomów, jak tlenek i dwutlenek węgla czy metan, ale niektóre są bardziej złożone - m.in. alkohol etylowy, cyjanek etylu czy wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, które na Ziemi są składnikiem smoły i ropy naftowej. Wprawdzie są wciąż zbyt proste, by nazwać je podstawowymi. Polscy naukowcy pod wodzą prof. Lubomira Gabły z UJ postarali się odtworzyć w laboratorium surowe warunki panujące w kosmicznej próżni. Wyjściowym surowcem był antracen, jeden z prostszych węglowodorów aromatycznych, do którego dodali trochę wody. Wszystko zamrozili na kamień, bo w kosmosie temperatura nie przekracza kilku stopni powyżej absolutnego zera, po czym zaczęli bombardować stworzoną przez siebie materię strumieniem naładowanych protonów, ponieważ są one głównym składnikiem wiatru słonecznego, który przeszywa wszystkie zakątki naszego układu. Okazało się, że słoneczne promieniowanie, zamiast niszczyć wszystko, co napotka na swej drodze, ma siłę tworzenia. Z antracenu i wody powstały złożone związki z grupy chinonów, bardzo rozpowszechnione w przyrodzie (np. plastochinon, który jest składnikiem chloroplastów roślin i uczestniczy w transporcie elektronów podczas fotosyntezy). Takie cząsteczki mogły się więc tworzyć wskutek uderzania protonów wiatru słonecznego w cząsteczki międzyplanetarnego pyłu. Dostarczone potem na młodą Ziemię mogły przyczynić się do powstania życia.

3,5 miliarda lat temu młoda Ziemia nie wydawała się zbyt przyjazna życiu. Bezkresne oceany prebiotycznego roztworu, brak tlenu, powierzchnia bezlitośnie chłostana promieniami ultrafioletowymi jałowiącymi wszystko, czego dosięgły. Amoniak, metan, wodór i woda to prawdopodobnie główne składniki redukcyjnej atmo- i hydrosfery — nijak obiecujące powstanie tak niesamowitego tworu jakim jest życie. Jednak dzięki wyładowaniom elektrycznym zaczęły powstawać specyficzne cząsteczki organiczne — najważniejsze z nich to aminokwasy będące podstawowym składnikiem białek budujących nasze tkanki oraz pirymidyny i puryny — zasady azotowe wchodzące w skład łańcuchów RNA i DNA — najważniejszych nośników informacji w świecie ożywionym.
Stanley L. Miller, pracujący w laboratorium Harolda C. Ureya na Uniwersytecie Chicagowskim, we wczesnych latach 50-tych XX wieku po raz pierwszy przeprowadził doświadczenie w którym przyglądał się sztucznie indukowanym wyładowaniomw kolbie wypełnionej metanem, amoniakiem i wodorem. Naukowcy uzyskali 13 aminokwasów (z dwudziestu budujących białka w żywych organizmach) oraz pirymidyny i puryny (składniki łańcuchów RNA i DNA). Ten sam zestaw molekuł został znaleziony w meteorycie z Murchison, życie więc mogło powstawać w podobny sposób w dalekich nam częściach Wszechświata. Prawdopodobnie Ziemia to jedno z bardzo rzadkich w nim miejsc sprzyjających ekspansji życia.
Związki które znajdują się w przestrzeni kosmicznej, mogą pod wpływem wiatru słonecznego przekształcić się w najprostsze „cegiełki życia’’. Miliardy lat temu takie właśnie „cegiełki’’ mogły osiąść na Ziemi i dać początek życiu na naszej planecie.
Wielki wybuch



Wczesny wszechświat


Doświadczenie Millera-Ureya


Wykonanie: Jakub Zawiślak 2009